|
» Brawo Panowie
|
|
23.08.2010 11:46 / odsłon: 793 / komentarzy: 2
|
Wałbrzyscy strażacy wrócili z Bogatyni, gdzie przez pięć dni ratowali powodzian i pomagali tym, którzy stracili dorobki całego życia. Trzynastoosobowa grupa każdego dnia narażała swoje życie niosąc pomoc poszkodowanym. - Jak wyglądała akcja, która przeprowadziliście w Bogatyni? - Na miejsce dotarliśmy w sobotę. Droga była już nieprzejezdna. W kierunku Zgorzelca szła fala powodziowa. Wspólnie ze strażakami z Wrocławia, Legnicy i Lubina na ulicy Rzeczki Dolne i Górne oraz Szarych Szeregów pomagaliśmy ludziom przygotować się na przyjęcie wielkiej wody. Koordynowaliśmy między innymi prace wspólnie z samorządem, instruowaliśmy jak ustawiać worki z piaskiem. - Czy faktycznie woda była tak duża? - Fala przyszła nagle. W niektórych momentach miała ponad dwa metry. W pewnym momencie ja i czterech innych ratowników zostaliśmy całkowicie odcięci od reszty. Mimo to ewakuowaliśmy kolejnych mieszkańców. Między innymi 56 -letniego mężczyznę, który był po zawale i wylewie. Wyciągnęliśmy go z pierwszego pietra i przetransportowaliśmy łodziami do karetki - dodaje. Na następny dzień zostaliśmy przerzuceni do Bogatyni. Konkretnie do Markocic, które woda wręcz zmiotła z powierzchni ziemi. - Dziennikarze naszego portalu również byli tam w niedzielę. Na miejscu spotkaliśmy zarówno strażaków, policję, straż graniczną jak i wojsko. Udało się skoordynować wspólnie działania tych służb? - Na początku było trochę chaosu. Każdy uważał, że potrzebuje pomocy na już. Na miejscu było centrum dowodzenia. Koordynacja była dobra. Potwierdziły to słowa zarówno naszego komendanta jak i generała dowódcy. Każdego dnia zdawaliśmy raporty i planowaliśmy działania na kolejna dobę. - Zgodzi się Pan chyba ze stwierdzeniem, że Markocice wyglądają jak po wojnie. - Ogrom strat był ogromny. Miedzianka wyrządziła tam potężne straty. Odkładaliśmy prace związane z wypompowywaniem wody czy szlamu. Skupiliśmy się na dostarczaniu wody i żywności oraz robieniu prowizorycznych kładek, aby było jak się ewakuować. Używaliśmy do tego metod alpinistycznych. Spotykaliśmy się z sytuacjami, gdy budynek groził zawaleniem, a mieszkańcy nadal nie chcieli go opuścić. Wówczas przekonywaliśmy ludzi, że trzeba uciekać. W niektórych momentach dzialiśmy wręcz stanowczo.
|
Redakcja
|
Poleć ten tekst znajomym, wyślij im poniższy adres lub ustaw go w opisie swojego Gadu-Gadu: http://www.wiadomosciwalbrzyskie.pl/2785,.html
|
|
Inne teksty o podobnej tematyce: » Najważniejsza - praca (04.02.2012 05:19) » Teraz wygrać w Rząśni (04.02.2012 05:14) » Życie poza domem - zobacz jak radzą sobie wałbrzyscy bezdomni (04.02.2012 05:00) » Milionowe inwestycje w edukację (04.02.2012 04:39) » Ale jazda...Wałbrzych pęka? (03.02.2012 16:05) » Festiwal Piosenki Przedszkolnej (03.02.2012 15:08)
Słowa kluczowe: Wałbrzych powódź straż pożarna strażacy |
|
| Wasze opinie: | | dodał(a): ~WWO / 23.08.2010 12:26 | | | stazaki to fajne chlopaki-respect.a redakcja piszac rozmowa tygodnia nie podaje z kim rozmawia.strazak ze zdjecia to pawel kalinski i chyba z nim jest ten wywiad | | dodał(a): ~Misiek / 23.08.2010 13:27 | | | Pełen szacunek dla chłopaków. Pan z obrazka to Starszy Kapitan Paweł Kaliński dla przyjaciół "Kali" |
|
|
|
|
wiadomosciwalbrzyskie.pl / Wszelkie prawa zastrzeżone © 2009 Kopiowanie bez zgody redakcji zabronione. |